Wschód na Górze Mojżesza - Czesława Wilmowicz
Półwysep Synaj i góry w jego południowej części to cel wielu wycieczek. Góra Mojżesza, ma 2285 metrów wysokości. Niełatwo na nią wejść, zwłaszcza gdy się skończyło …80 lat. Dokonała tego emerytowana nauczycielka z Rumi, Czesława Wilmowicz, w dodatku wędrując w górę nocą, tylko w świetle latarek. Razem z panią Czesławą na Górę Synaj weszło kilkoro innych mieszkańców Rumi, którzy wypoczywali razem w Egipcie.
- Jako młoda dziewczyna prowadziłam kolonie dla dzieci i już wtedy połknęłam bakcyla wędrówek i wycieczek, oczywiście wówczas tylko krajowych – wspomina Czesława Wilmowicz. – Po przejściu na emeryturę z wielką radością zaczęłam korzystać z możliwości podróżowania po świecie, zwiedziłam m.in. prawie wszystkie państwa Europy, jednak ukonorowaniem moich wycieczek był wyjazd do Izraela i Egiptu, w tym na Półwysep Synaj. Tam zobaczyliśmy inny świat, odmienną faunę i florę, wspaniałe budowle i miejsca. Wiele z nich znaliśmy z Biblii.
Nocna wyprawa
Pani Czesława była uczestniczką kilkunastoosobowej grupy z Rumi, podróżującej po raz kolejny z biurem „Triada”. Turyści zwiedzili Ziemię Świętą, z podziwem patrząc i słuchają przewodniczki Małgorzaty Karwickiej. Drugi tydzień wycieczki spędzili w Egipcie, gdzie korzystali z morskich i słonecznych kąpieli. Uczestniczyli też w wycieczkach fakultatywnych. Jedna z nich wiodła na Górę Mojżesza.
- Nocna wyprawa pozostawiła w mojej pamięci niezapomniane wrażenia – wspomina Czesława Wilmowicz. – Wspinaczka na ponad dwa tysiące metrów po ogromnych głazach wycisnęła pot z czoła, ale z ogromną radością powitałam na szczycie przepiękny wschód słońca. Ten wspaniały widok zrekompensował mój trud. Po zejściu z góry czułam na przemian radość i zmęczenie. Mimo sędziwego wieku z chęcią powtórzyłabym taką wycieczkę, a jej organizatorom serdecznie dziękuję.
Wielbłądy i ludzie
Zadowolona, choć bardzo zmęczona była też inna uczestniczka wycieczki, Irena Gaj, pracująca w Miejskim Domu Kultury w Rumi.
- Było naprawdę ciężko, a drogę w górę utrudniały nam wielbłądy, które wspinały się wąską ścieżką pomiędzy ludźmi – opowiada Irena Gaj. – Ich właściciele proponowali nam transport na grzbietach tych zwierząt, licząc na zarobek.
Pani Irena pamięta, jak niesamowite wrażenie robił widok światełek latarek, małych punkcików świetlnych w ciemnościach, ciągnących się w górę, jakby do nieba
- Mimo trudów, po wejściu na szczyt satysfakcja była ogromna, tym bardziej, że mieliśmy świadomość, że na tę samą górę wszedł kiedyś Mojżesz – mówi I. Gaj. – Zwiedzaliśmy też Klasztor św. Katarzyny i oglądaliśmy krzew gorejący.
W Starym Testamencie
Jak mówi Stary Testament, w pobliżu góry Synaj Bóg pod postacią płonącego (gorejącego) krzewu nakazał wyprowadzić Izraelitów z Egiptu. Mniej więcej rok później do góry przybył wyzwolony z niewoli naród, a Mojżesz wszedł na szczyt, gdzie zawarł z Bogiem przymierze i otrzymał Dziesięć Przykazań. Dekalog został spisany na kamiennych tablicach, wniesionych przez Mojżesza na górę, na której przez 40 dni pościł.
Według tradycji wspomniany krzew znajduje się na terenie Klasztoru św. Katarzyny u podnóża góry Świętej Katarzyny. Najstarszy klasztor chrześcijański w Egipcie, wzniesiony na wysokości 1570 m, powstał w VI wieku n.e.



AK.



































