Na dachu Afryki - Ludwik Bach
Mimo, że zwiedził wiele ciekawych miejsc, Afryka była najbardziej egzotyczną przygodą i największym wyzwaniem Ludwika Bacha. Podczas wyprawy do Tanzanii i Zanzibaru, dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Rumi zdobył najwyższy szczyt Czarnego Lądu – Kilimandżaro.
- Podróże i poznawanie ciekawych miejsc zawsze były moją pasją, poczynając od wędrówek i wycieczek rowerowych po Kaszubach, przez samochodowe wyjazdy w Polskę po wyprawy zagraniczne – mówi L. Bach, dyrektor Miejskiego Domu Kultury w Rumi. – Południowa część Afryki, którą odwiedziłem w lutym tego roku jest jednym z najciekawszych i najpiękniejszych miejsc, jakie widziałem. Głównym celem dwutygodniowej wycieczki było wejście na Kilimandżaro.
Sześć dni marszu
Ta wyprawa dostarczyła mieszkańcowi Rumi niezapomnianych wrażeń, i dała satysfakcję, że mimo dojrzałego wieku, trudności i wysokości udało się pokonać kilkudniową trasę na szczyt.
- Co najmniej kilka osób patrzyło na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem, ponieważ byłem najstarszym uczestnikiem wyprawy – opowiada Ludwik Bach. – Jednak mimo skończonych w tym roku 60 lat, radziłem sobie nie gorzej, a często nawet lepiej niż moje młodsze koleżanki i koledzy. Pomógł mi z pewnością aktywny tryb życia, zwłaszcza codzienna jazda na rowerze. Bez przygotowania kondycyjnego nie można wdrapać się tak wysoko. Sama droga nie jest trudna, bo nie ma tam elementów wspinaczki, ale bywa ciężko z powodu wysokości i zmian temperatury.
Zawroty głowy, bóle żołądka i inne związane z nim dolegliwości, a także trudności z oddychaniem – wszystko to powoduje niebezpieczna wysokość (zdarzają się nawet nagłe wypadki śmiertelne). Uczestnicy wycieczki wchodzili na szczyt, a dokładnie na wierzchołek Uhuru Peak położny na wysokości 5895 m, przez 4 dni, a dwa schodzili. Spali w bazach, w skromnych warunkach. O kąpieli nie było co marzyć, chyba że w lodowatym górskim potoku. W najwyższej bazie Kibo Hut (4700 m) nie można było nawet spać, ale na takiej wysokości i tak nikt by nie zasnął.

Śniegi Kilimandżaro
- Przez całą drogę przewodnicy zaglądali nam w oczy i pytali, czy wszystko w porządku. Niektórzy mieli problemy z oddychaniem, ja jedynie te żołądkowe. Dlatego niewiele jadłem – wspomina L. Bach. – Tempo wchodzenia na górę było bardzo wolne. Dlatego wykorzystywałem każdą możliwość oderwania się od grupy i szybszego marszu. Ostatni etap wędrówki pokonuje się częściowo nocą, z latarkami, a gdy wstaje świt z ciemności wyłaniają się piękne widoki ośnieżonych gór i lodowców.
Śnieg i lód towarzyszyły nam na tym odcinku drogi. Było tak zimno, że napój, który niosłem w plecaku, zupełnie zamarzł i nie mogłem się napić.
Sam szczyt można podziwiać krótko, bo przebywanie na wysokości prawie 6 tys. metrów jest niebezpieczne. Zwykle jest to kilkanaście minut, a w przypadku rumianina pół godziny, bo na wierzchołek wszedł nieco szybciej niż reszta grupy. Mógł chwilę dłużej podziwiać cudowny widok i robić zdjęcia.
- Gdy dotarłem na szczyt pomyślałem „góra moja!” i wysłałem do moich bliskich sms tej treści. To najwyższa góra, którą zdobyłem – opowiada pan Ludwik.
Safari i Masajowie
Pobyt w Tanzanii i Kenii to nie tylko wyprawa na Kilimandżaro. W rezerwacie Manyara podróżnicy mieli okazję zobaczyć egzotyczne zwierzęta. Jeszcze więcej było ich w rejonie słynnego krateru Ngorongoro. Atrakcją była też zaplanowana w ostatnich dniach pobytu wycieczka na wyspę Zanzibar, gdzie był czas na plażę i kąpiel w oceanie, a nawet nurkowanie i podziwianie rafy. Po przelocie do Kenii było zwiedzanie Nairobi oraz domu pisarki Karen Blixen, autorki „Pożegnania z Afryką”.
- Zanim sami pożegnaliśmy się z egzotycznym kontynentem, byliśmy jeszcze w wiosce Masajów, gdzie największe wrażenie zrobił na mnie ich niesamowity śpiew. To była kolejna atrakcja niezapomnianej podróży – mówi Ludwik Bach.
Dodajmy, że wcześniej rumianin podróżował do Syberii i Mongolii, kilkakrotnie był w Egipcie, gdzie z zainteresowaniem zwiedzał starożytne obiekty. Wyjeżdżał do Francji, Włoch, Grecji i Turcji, a także trzykrotnie do Ziemi Świętej. Rowerem przemierzał Szwecję, podziwiał też Wilno i Lwów.
AK.



































